| tekst: Bronisław Bruks tekst ukazał się również w Gazecie Wyborczej 13 września 2003 |
| Początki w siodle |
| Jeździectwo jest takie, jakie nasze o nim wyobrażenie. Niezmiennie zaczyna się od jazdy na lonży, ale kończy - na etapie ściśle przez nas wyznaczonym, zależnym od naszej wiedzy, naszych doświadczeń i upodobań. Jeździectwo to pokonywanie kolejnych etapów, stopni wtajemniczenia. Każdy, to nowa wiedza, nowe umiejętności i doświadczenia. I właśnie owo pokonywanie kolejnych etapów czyni jeździectwo wielką i piękną pasją na całe życie, pasją, na którą nigdy nie jest za późno. |
| Zatem gdzie i jak zacząć? |
| Niech naszą pierwszą stajnią będzie miejsce nam najbliższe - cokolwiek to oznacza. Dobrym momentem jest okres wakacji. Wspólne, rodziców z dziećmi, początki dostarczają wspaniałych wrażeń. Szanse siedmioletniego dziecięcia i jego dorosłych rodziców są właściwie wyrównane, a wspólne opłakiwanie obolałych członków zaskakująco jednoczy rodzinę. |
| Co do miejsca - zaufajmy swoim zmysłom i instynktowi. Schludna stajnia i zadbane konie - to ocenić może każdy - stanowi całkiem poważne kryterium wyboru. Koń musi pracować - z nami i odpoczywać - sam. Zatem my potrzebujemy porządnej ujeżdżalni, a koń - dużego padoku. |
| By się uczyć potrzebujemy konia i instruktora. Nie od rzeczy będzie też lektura stosownego podręcznika. |
| Konie są różne. Raczej nie trafimy na kopiące i gryzące. Poznane będą delikatne, wrażliwe i płochliwe. Często, błędnie, ową płochliwość mylimy z agresją. Cóż, przestraszone konie zwykle uciekają, czasami bardzo szybko... Różny też będzie ich entuzjazm dla naszych poczynań - zupełnie jak u instruktorów. Tyle, że tu początkowy brak "entuzjazmu" gwarantuje nam bezpieczeństwo - inaczej niż u instruktorów. I tak ma być! Niech temperament konia rośnie wraz z naszymi umiejętnościami. Konie też się uczą. Nie wymagajmy zatem od konia rzeczy niemożliwych! |
| Instruktorzy też bywają różni. Dobrym będzie ten wymagający i zaangażowany. Jeśli usłyszymy kardynalne "palce do konia, pięty w dół" to już jest dobrze! Instruktor to "potworny człowiek", który musi poświęcić nam swój czas - na każdym kroku musi przypominać nam o prawidłowej postawie i prawidłowym "oddziaływaniu" na konia. Jego zadaniem jest bezpieczne i efektywne wpojenie nam podstaw. A "podstawy" to pojęcie niezwykle szerokie. Gdy przebrniemy przez etap jazd na lonży, czeka nas ... pierwszy kłus, potem pierwszy galop, pierwsza lotna zmiana nogi i gdy będzie nam się wydawało, że już jesteśmy "dobrzy" okaże się, że przed nami pierwsze pasaże, piafy, ciągi i piruety. Już nie zadowolą nas niskie koziołki, wyzwaniem będzie pierwsza stacjonata, w chwilę później - tripplebarre. Rarytasem okaże się pierwsza jazda w teren, ale zapewniam, że galopady do puszczach Pojezierza Drawskiego czy plażach Bałtyku dostarczą nam emocji znacznie większych. |
| Nie wyobrażam sobie jeździectwa bez kontaktu z koniem w stajni, bez czyszczenia, siodłania, drobnych zabiegów weterynaryjnych. Zgoda właściciela na nasze działania jest nobilitacją, szansą poznania i zrozumienia konia. Bezwzględnie wykorzystajmy taką możliwości. Zgoda konia, okazane nam zaufanie, poddanie się naszym zabiegom jest nobilitacją szczególną. Współpraca dopracowana do perfekcji uczyni z nas prawdziwych "zaklinaczy koni". |
| Instruktorowi trzeba pomóc. Pamiętajmy, że instruktor ma nas uczyć bezpiecznie. O ile toczek powinien znaleźć się w każdej stajni i należy go bezwzględnie używać, my powinniśmy zaopatrzyć się w wygodne spodnie - elastyczne lub obszerne i buty do jazdy konnej. Rolę butów doskonale spełniają czapsy w połączeniu z dowolnym obuwiem bez wielkiego "języka" i z gładką podeszwą. Dobre buty uniemożliwiają zablokowanie się naszej stopy w strzemieniu, a to czasami ratuje nam zdrowie. Akcesoriów jeździeckich jest całe mnóstwo - od rękawiczek poczynając, poprzez czapsy na kamizelkach ochronnych kończąc. Zdecydowanie odradzam kupowania i używania tylko palcata. Nie uczmy się karania konia za nasze błędy. Kolejne lekcje powinny dać nam wiedzę o tym co powinniśmy robić, by uzyskać zamierzony efekt bez "pomocy" innych niż nasze ciało. |
| Świadomie unikam rozwodzenia się nad cenami. Jeździectwo nie jest tanie, ale nie znam rzeczy dobrych i tanich jednocześnie. Uważam, że raczej - w kontekście opłat - powinniśmy traktować je jak inwestycję, inwestycję w zdrowie, inwestycję w rodzinę i w końcu inwestycję w kształcenie dziecięcia. Tak! Wakacyjna przygoda może zaowocować w przyszłości zaliczonym kursem instruktorskim czy sędziowskim, może stać się bodźcem dla dalszych studiów na wydziałach akademii rolniczej. Rzeczywistość uczy, że wykształcony jeździec jest poszukiwanym pracownikiem na całym świecie. |
| Jak potoczą się nasze jeździeckie losy zależy od nas. Gęsto rozsiane po Polsce ośrodki jeździeckie oferują cały wachlarz możliwości. Wielbiciele Indian i kowbojów mają "western", młodzi i wygimnastykowani - woltyżerkę, stateczniejsi - powożenie, tradycjonaliści - formacje kawaleryjskie, ciekawscy - rajdy, wielbiciele grupowego współzawodnictwa - polo. Wszystko to jest i czeka... |
| Pamiętajmy, że wszystko to zawdzięczamy koniom, ich sile i łagodności i okażmy im naszą wdzięczność. |